Nowy implant w postaci plastra z mikronakłuwami, finansowany przez Fundację Gatesów, wprowadza do organizmu zarówno mRNA, jak i znaczniki w postaci kropek kwantowych
Przeznaczony do wykorzystania podczas kolejnej „pandemii” – biologiczny „paszport szczepionkowy”, który reguluje, kto może robić zakupy, chodzić do restauracji lub podróżować. Plaster z mikronakłuwami, który jednocześnie wprowadza do skóry zarówno mRNA, jak i trwały, odczytywalny maszynowo znacznik – to, co przez długi czas brzmiało jak science fiction, jest obecnie przedmiotem badań naukowych i wspierane przez fundusze Fundacji Billa i Melindy Gatesów. Amerykański epidemiolog Nicholas Hulscher bije zatem na alarm. Ostrzega przed tworzeniem infrastruktury dla biologicznego paszportu szczepionkowego, który jego zdaniem mógłby zostać wykorzystany podczas przyszłej pandemii.
W wywiadach określa tę technologię nawet jako formę „znaku bestii” – kulturowej i religijnej metafory systemu, w którym ludzie są identyfikowani, dopuszczani lub wykluczani na podstawie niewidocznych, zapisanych informacji. W centrum debaty znajduje się tak zwany plaster z mikroigłami. Z wyglądu przypomina zwykły plaster, jednak w rzeczywistości zawiera setki maleńkich igieł, które rozpuszczają się po przyklejeniu do skóry.
W ten sposób uwalniane są dwa składniki: nanocząsteczki lipidowo-mRNA, które przenoszą instrukcje genetyczne dotyczące produkcji określonych białek, a także tzw. kropki kwantowe – mikroskopijne cząsteczki, które mogą osadzać w skórze niewidoczny wzór danych medycznych.
Znaczniki te są niewidoczne gołym okiem, ale mogą zostać odczytane przez specjalne kamery w ciągu milisekund. Technologia ta została zaprojektowana tak, aby można ją było połączyć z cyfrowymi systemami rejestracji i sztuczną inteligencją. Początki tej technologii sięgają roku 2019. Wówczas Fundacja Gatesów sfinansowała badania nad tatuażami z kropkami kwantowymi, które miały pozostawiać na skórze proste wzory kolorystyczne w celu dokumentowania szczepień w regionach pozbawionych sprawnych rejestrów zdrowotnych. Krytycy argumentują obecnie, że od tamtego czasu technologia ta znacznie się rozwinęła. Według Hulschera nowoczesne systemy mogłyby przechowywać nie tylko proste oznaczenia, ale całe zestawy danych, w tym rodzaj szczepionki, producenta, numer partii, datę szczepienia i schemat dawkowania. Jego zdaniem teoretycznie możliwe byłoby przypisanie każdemu człowiekowi indywidualnego kodu.
Właśnie ta kwestia budzi wśród krytyków poważne obawy.
W przeciwieństwie do papierowego dowodu tożsamości lub kodu QR na smartfonie, znak umieszczony w skórze nie może zostać zapomniany ani po prostu usunięty. Znajduje się on trwale na ciele i – jak się obawia – mógłby w przyszłości służyć jako dowód tożsamości lub potwierdzenie stanu zdrowia. Nie byłyby potrzebne ani telefon komórkowy, ani połączenie internetowe, ani dokumenty papierowe. Wystarczyłoby własne nadgarstki, aby uzyskać dostęp do usług, sklepów lub środków transportu – lub też zostać pozbawionym tego dostępu.
Sami naukowcy wskazali, że w razie potrzeby technologia ta mogłaby zostać wykorzystana podczas przyszłych pandemii. Właśnie to sformułowanie budzi niepokój wśród krytyków. Hulscher zwraca ponadto uwagę, że Bill Gates i szef firmy Pfizer, Albert Bourla, publicznie określili pandemię COVID-19 jako swego rodzaju przygotowanie do przyszłych kryzysów zdrowotnych. Jednocześnie utrzymane zostały światowe moce produkcyjne w zakresie mRNA, a liczne cyfrowe systemy opieki zdrowotnej i tożsamości, które powstały podczas pandemii, nigdy nie zostały całkowicie zlikwidowane.
Krytycy postrzegają zatem połączenie podawania mRNA, identyfikacji biometrycznej i weryfikacji opartej na sztucznej inteligencji nie tyle jako innowację medyczną, co raczej jako potencjalny element nowego systemu kontroli, który czeka na kolejny globalny stan zagrożenia zdrowia.
Szczególnie kontrowersyjny wydaje im się fakt, że system ten niekoniecznie musiałby opierać się na centralnych bazach danych lub stałym połączeniu z Internetem. Informacje mogłyby być odczytywane bezpośrednio ze skóry. W świecie, który w coraz większym stopniu opiera się na tożsamościach cyfrowych, rejestracji danych biometrycznych i monitorowaniu opartym na sztucznej inteligencji, taka technologia stworzyłaby, zdaniem krytyków, niemal nieodwracalne narzędzie kontroli. Obawy te dodatkowo podsycają doświadczenia związane z pandemią COVID-19. W wielu krajach osobom bez dowodu szczepienia odmówiono dostępu do miejsc pracy, sklepów, restauracji czy środków transportu. Trwale umieszczony w ciele dowód stanu zdrowia wyniósłby te systemy na nowy poziom.
Zwolennicy tej technologii argumentują natomiast, że mogłaby ona przynieść praktyczne korzyści zwłaszcza w krajach rozwijających się, gdzie brakuje sprawnych rejestrów zdrowotnych, oraz ułatwiłaby dokumentowanie szczepień. Właściwa debata dotyczy zatem nie tyle technicznej wykonalności – ponieważ, jak wykazano, trwają badania nad odpowiednimi systemami – ile pytania, w jaki sposób technologie te mogłyby być wykorzystywane w przyszłości i jakie granice chcą im wyznaczyć społeczeństwa demokratyczne.
Dla Nicholasa Hulschera odpowiedź jest jednoznaczna. Ostrzega on, że prawa i wolności nie będą ograniczane poprzez jawną przemoc, lecz stopniowo – poprzez kryzysy zdrowotne, systemy cyfrowe i technologie przedstawiane jako praktyczne rozwiązania. Nie chodzi już o to, czy technologia ta istnieje. Kluczowe pytanie brzmi: czy społeczeństwo jest gotowe podjąć dyskusję na ten temat, zanim w przyszłym stanie wyjątkowym stanie się ona nową normą.
Opracował: Amon
www.strefa44.pl
www.strefa44.com.pl