System wczesnego ostrzegania przed końcem świata: kiedy miliarderzy z branży technologicznej uciekają
Miliarder z branży technologicznej Peter Thiel wyjechał do Argentyny, bo boi się wojny atomowej. Ekspertka ds. USA Sandra Navidi wyjaśnia w swoim komentarzu, jak to działa. Kiedy nadejdzie koniec świata? Jeśli chcieliby Państwo to wiedzieć, mam dla Państwa narzędzie internetowe: system wczesnego ostrzegania przed Armagedonem. Nawiasem mówiąc, cieszy się on ogromną popularnością również wśród bankierów z Wall Street w Nowym Jorku. Korzystając z danych amerykańskiej agencji lotniczej, strona ta śledzi tysiące prywatnych odrzutowców. Jeśli nagle wiele z nich wzbije się w powietrze, uznaje się to za sygnał, że bogaci dowiedzieli się o zbliżającej się katastrofie i uciekają.
Pierwszym, który już dawno postanowił uciec, jest miliarder z branży technologicznej Peter Thiel. Właśnie wyjechał do Argentyny, ponieważ nie widzi przyszłości dla Stanów Zjednoczonych i uważa, że w przypadku wojny atomowej będzie tam bezpieczniejszy. Ale nie jest jedynym. Również Elon Musk, Mark Zuckerberg i wielu innych gigantów branży technologicznej już od dawna przygotowuje się na upadek naszej cywilizacji. Mają w tym celu szczegółowe plany ucieczki, odrzutowce, alternatywne paszporty i bunkry. Paradoks polega na tym, że nie tylko wywołują panikę związaną z końcem świata, ale także dzięki swoim technologiom aktywnie tworzą dystopijną przyszłość, której się obawiają. A nas wciągają przy tym w otchłań. Przechwytują nasze dane, kradną naszą własność intelektualną, tworzą uzależnienia, a do tego jeszcze chwalą się tym, że masowo niszczą miejsca pracy. Często otrzymują za to jeszcze miliardy z naszych podatków w postaci dotacji. Obecnie wszędzie w USA budują gigantyczne centra danych, które zużywają ogromne ilości energii elektrycznej i wody. Astronomiczne wzrosty cen są przerzucane na społeczeństwo. Najbardziej dramatyczny jest wpływ gigantów technologicznych na nasz system polityczny. Coraz skuteczniej pracują nad zniszczeniem demokracji i zastąpieniem jej swoim radykalnym techno-feudalizmem.
Nie odczuwają żadnej odpowiedzialności wobec społeczeństwa. Empatia jest dla nich słabością, a agresja – cnotą. Uważają się za całkowicie wyższych, podczas gdy resztę z nas postrzegają jako coraz bardziej zbędną biomasę. Jednym z ich najważniejszych celów jest osiągnięcie nieśmiertelności. Nie czują się zobowiązani do przestrzegania zasad, które obowiązują nas wszystkich. Płacenie podatków? To sprawa dla zwykłych ludzi. Regulacje? Nie dla nas. Krytyków wyzywają od zbyt głupich, by pojąć ich rzekomy geniusz.
Pytanie nie brzmi, kiedy nadejdzie koniec świata, ale kto go przyspiesza i dlaczego pozwalamy, by niewielka, zradykalizowana elita technologiczna przepisywała naszą przyszłość, podczas gdy sama już dawno się z niej pożegnała. Na razie to wciąż nasz świat, ale jeśli oddamy go bez walki, nie możemy się dziwić, gdy ci technologiczni tytani ostatecznie zdecydują, jak będzie wyglądał nasz świat i czy my, jako ludzie, w ogóle będziemy mieli w nim jeszcze miejsce.
Dlaczego właśnie teraz? Ryzyka napędzające przygotowania elit
Zrozumienie, dlaczego zamożni ludzie to robią, jest ważniejsze niż samo wymienianie tego, co budują. Motywacje te można sprowadzić do kilku powiązanych ze sobą obaw – i żadna z nich nie jest tak absurdalna, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka.
Niestabilność gospodarcza jest głównym powodem. Superbogaci są bardziej narażeni na systemowe ryzyko finansowe, niż zdaje sobie sprawę większość ludzi. Dla osób posiadających znaczny majątek w postaci aktywów cyfrowych, akcji lub instrumentów walutowych rzeczywiste załamanie globalnego systemu finansowego wiąże się nie tylko z niedogodnościami – może je doprowadzić do ruiny. Wiele osób inwestuje zatem w aktywa rzeczowe: nieruchomości, metale szlachetne i infrastrukturę fizyczną, które zachowują swoją wartość nawet wtedy, gdy aktywa cyfrowe tracą na wartości. Eskalacja geopolityczna to kolejny czynnik, którego nie można pominąć. Wojny w Europie, narastające napięcia w Azji oraz ponowne zagrożenie wojną atomową zwróciły większą uwagę na to, co się stanie, gdy kluczowa infrastruktura, taka jak łańcuchy dostaw, sieci energetyczne i sieci komunikacyjne, zostanie celowo zaatakowana. Niektórzy miliarderzy po cichu sfinansowali prywatne systemy komunikacyjne, zaprojektowane tak, by w przypadku cyberataku lub impulsu elektromagnetycznego, który sparaliżuje sieci cywilne, funkcjonowały całkowicie niezależnie od sieci. Również wrażliwość łańcuchów dostaw odgrywa tu rolę. Pandemia bezlitośnie ujawniła, jak krucha może być globalna logistyka. Nawet najbogatsi ludzie doświadczyli w 2020 roku niedoborów.
Ich zapasy są odpowiednio przygotowane: żywność konserwowana na lata, niezależne systemy uzdatniania wody, prywatne placówki medyczne oraz sieci energetyczne, które nie są uzależnione od sieci publicznej. Zależność od technologii budzi coraz większe obawy wśród tych, którzy je opracowali. Ci sami liderzy technologiczni, którzy stworzyli infrastrukturę cyfrową, na której opiera się świat, doskonale wiedzą, jak bardzo jest ona krucha. Kaskadowa awaria systemów chmurowych, sieci sterowanych przez sztuczną inteligencję lub serwerów krytycznych mogłaby sparaliżować współczesną cywilizację szybciej niż jakakolwiek broń. Niektóre z tych projektów zostały zaprojektowane jako zabezpieczenie przed właśnie taką awarią technologiczną.
Jest też strach, o którym rzadko mówi się otwarcie: sztuczna inteligencja ogólna. Coraz więcej badaczy zajmujących się sztuczną inteligencją i ekspertów branżowych poważnie wierzy, że „osobliwość” – czyli sztuczna inteligencja, która dorówna lub przewyższy ludzkie zdolności poznawcze we wszystkich dziedzinach – może nastąpić w ciągu kilku lat. Łatwo wyobrazić sobie scenariusze, w których coś pójdzie nie tak. Niektórzy miliarderzy nie tylko spekulują na temat tego ryzyka. Finansują rozwój sztucznej inteligencji i przygotowują się na wypadek, gdyby coś poszło nie tak.
Kryzys zaufania do systemu
Przez to wszystko przebiega bardziej subtelny wątek: głęboka utrata zaufania do instytucji państwowych. Wielu z najbogatszych ludzi na świecie nie wierzy już, że w razie poważnego zagrożenia rządy będą w stanie kogokolwiek ochronić, nawet ich samych.
To niezwykłe przyznanie się ze strony osób, które mają większy wpływ polityczny niż niemal ktokolwiek inny. Obserwatorom nie umyka ta ironia. Ci sami menedżerowie, którzy lobbowali przeciwko regulacjom, przenosili swoje podatki za granicę i opowiadali się za minimalnym państwem, teraz poprzez swoje działania milcząco przyznają, że nie ufają systemowi. Ich przygotowania są w pewnym sensie ostatecznym wotum nieufności. Jeśli ludzie dysponujący najlepszymi informacjami po cichu budują łodzie ratunkowe, być może warto zapytać, czy naprawdę wierzą, że statek jest niezatapialny. Nie każda historia o bunkrach jest taka, jak się wydaje.
Trzeba uczciwie przyznać: nie każda opowieść o miliarderach przygotowujących się na katastrofę jest w pełni prawdziwa. Doniesienia mediów często zacierają granicę między rzeczywistością a spekulacjami, a niektóre działania określane jako przygotowania na koniec świata mogą być po prostu budowaniem prywatności, zabezpieczeniem przed burzami lub instalacją najnowocześniejszej infrastruktury bezpieczeństwa.
Oprócz korzyści podatkowych wynikających z inwestycji rolniczych niektóre duże posiadłości służą również jako legalny majątek przedsiębiorstwa, zapewniając jednocześnie bezpieczeństwo i odosobnienie. Słowo „bunkier” przyciąga uwagę i dlatego jest używane nawet wtedy, gdy rzeczywisty cel jest raczej prozaiczny. Niemniej jednak trudno zignorować ogólną tendencję. Elity rozważają kwestie ryzyka, nadmiarowości i przetrwania w sposób, który jeszcze dziesięć lat temu nie był przedmiotem otwartej dyskusji. Już sama ta zmiana wiele mówi o tym, jak kruchym wydaje się świat, nawet dla tych, którzy dysponują największą władzą i największymi pieniędzmi.
Co to oznacza dla nas wszystkich
Większość z nas nigdy nie zbuduje apartamentowca w silosie rakietowym ani nie będzie utrzymywać alternatywnego kraju. Nie oznacza to jednak, że nie możemy się niczego nauczyć od zamożnych ludzi w zakresie radzenia sobie z ryzykiem. Podstawowe zasady przygotowania na kryzys – nadmiarowość, odporność i unikanie jednostronnej zależności od jednego systemu – są w rzeczywistości mądrymi wskazówkami dotyczącymi przygotowań na sytuacje awaryjne oraz osobistego planowania finansowego.
Do tych rozsądnych reakcji na prawdziwie niepewny świat należą fundusz awaryjny, podstawowe zapasy oraz świadomość słabych punktów we własnym otoczeniu. Najważniejszym wnioskiem jest to, co przygotowania miliarderów na kryzys mówią o obecnej sytuacji. Nawet ci, którzy cieszą się wszystkimi przywilejami, w czasach rosnących globalnych zagrożeń, takich jak niestabilność gospodarcza, rozdrobnienie geopolityczne, postęp technologiczny i zmiany klimatyczne, nie czują się zbyt bezpiecznie. Zasługuje to na poważną uwagę opinii publicznej i nie można tego ignorować.
Podsumowanie
Jeśli najbogatsi i najlepiej poinformowani ludzie na świecie budują łodzie ratunkowe, być może warto zadać sobie pytanie, czy odkryli coś, co my, pozostali, przeoczyliśmy z powodu naszego roztargnienia.
Nie jest to wezwanie do paniki. Jest to wezwanie do zachowania czujności, krytycznego zastanowienia się nad odpornością instytucji i systemów, na których wszyscy polegamy, oraz do potraktowania ich poważnie. Nikt bowiem nie ładowałby w milczeniu łodzi ratunkowych, gdyby statek rzeczywiście był niezatapialny.
Amon
www.strefa44.pl
www.strefa44.com.pl